Hałas Miasta vol. 5 (Gliwice 01.07.2017r)


Hałas Miasta to kolejna z wielu akcji charytatywnych współorganizowana przez stowarzyszenie Cała Naprzód. To już piąta edycja tej imprezy ale ja byłem tam po raz pierwszy, dlaczego? sam chciałbym wiedzieć :) Tym dziwniejsze jest, że w latach ubiegłych grały tam zespoły, na których pojawiałem się regularnie no ale na Hałasie akurat nie, dobrze że w końcu nadrobiłem to niedociągnięcie. Imprezę otworzył TotentON & TypyTypy, stałem się fanem już w styczniu na premierze Dżentelmenels i ten koncert potwierdził, że nie byłem w błędzie, bardzo fajne granie ale nie podejmę się określenia jaki to gatunek. Po ich koncercie, a dokładnie po zagraniu "Pada Deszcz" (a właściwie "Deszcz") z repertuaru gliwickiego Jahoo rozpadało się i impreza miała przerwę. No tak nie wspomniałem, że wszystko działo się na ulicy obok Ministertswa Śledzia i Wódki w Gliwicach. Po ustaniu opadów na scenę wyszli współorganizatorzy całego zamieszania czyli Wiewiórka na Drzewie. Kolejne przeoczenie nadrobione tj. w końcu zobaczyłem Wiewiórkę... na żywo i powiem tylko, że chcę więcej. Na koniec zagrała główna gwiazda czyli Czeladzki Konopians, zespół bezbłędny z niesamowicie charyzmatycznym Cozerem na wokalu. Dlaczego ten zespół nie jest bardziej popularny i nie jeździ po całym kraju w regularne trasy jest dla mnie jedną z największych zagadek polskiej sceny reggae. Szkoda wielka, że przez opóźnienia wywołane deszczem musieli skrócić koncert, w końcu koncert na wolnym powietrzu a o 22 zaczyna się cisza nocna. Muzycznie impreza niesamowicie udana, nie było słabego koncertu, wszystko w punkt. Ale jak już wspomniałem była to akcja charytatywna, a celem była pomoc dla Aneczki Urban, uśmiechniętej dziewczynki która w życiu przeszła już nie jedno a jeszcze wiele pracy i rehabilitacji przed nią. Mam nadzieję, że wynik finansowy będzie choćby tak dobry jak dobry był poziom muzyczny :)


samoVolka 2017 - Eastwest Rockers & Reggaeside (Chorzów 23.06.2017)


Długo czekałem na koncert reggae w moim mieście, odkąd fotografuje imprezy tylko raz miałem okazję robić zdjęcia w Chorzowie i była to impreza klubowa. Bardzo mnie ucieszyło jak okazało się, że koło poczty, na szczycie ulicy Wolności wystąpi Eastwest Rockers, tym bardziej że właśnie na EWR lat temu 8 pierwszy raz robiłem zdjęcia koncertowe. Było to dawno temu i zdjęcia tamte nie nadają się na nic, po tamtym koncercie zarówno EWR jak i moja skromna osoba zaliczyliśmy przerwę działalności. No dobra ja to zanim zacząłem to już skończył, a potem dopiero zacząłem na nowo, Eastwest Rockers mieli prawdziwą przerwę ale w minione lato wrócili, a teraz zapowiadają nową płytę. Fajnie, że ta ekipa wróciła bo swego czasu narobili sporo zamieszania, a widać publika na nich mocno czekała. Bardzo mi się podoba też, że swoje show wzbogacili o pojawiające się tancerki, Agę i Olę, które zmysłowym tańcem dancehall zdecydowanie wzbogacają wizualną stronę widowiska. Przed EWR na scenie w Chorzowie występował pochodzący z okolic Ostródy zespół Reggaeside. O ich występie mogę powiedzieć, że był niezły, może nie jakiś wybitny ale przyjemnie się tego słuchało. Jednak irytował mnie niesamowicie konferansjer czy jak nazwać tego jegomościa, który co chwilę pojawiał się na scenie tylko przeszkadzając, na szczęście na EWR już się nie pojawiał. Na koniec natomiast wystąpił projekt Koncert na ścianie, który oczywiście przez naszego "uroczego" konferansjera został przedstawiony jako koncert na scenie. No cóż nie był on na scenie bo był właśnie na ścianie, muzycy wisieli na ścianie grając. Projekt ciekawy wizualnie, czy muzycznie? Może niekoniecznie...


XV Reggae w Stodole @ Kobiór 17.06.2017r



W minioną sobotę wybór imprezy, którą odwiedzić był niezwykle trudny wszakże odbywały się aż trzy zacne wydarzenia w okolicy: Slow Festiwal, Muszlownik Murcki Festiwal oraz Reggae w Stodole. Na moje wątpliwości odpowiedzieli członkowie Shashamane, którzy zapowiedzieli, że postarają się abym więcej nie miał wątpliwości co wybrać, czy im się udało? Nie uprzedzajmy wydarzeń... Jeszcze na godzinę przed wyjściem z domu nie wiedziałem czy w ogólę wyjdę bo pogoda nie zachęcała ale wyszedłem, decyzją jadę do Kobióru! Z uwagi na decyzję "last minute" nie byłem w stanie załatwić sobie wcześniej akredytacji ale Dr Young z Shashamane zapowiedział, że jak nie zostanę wpuszczony pod scenę oni przestają grać. Tak radykalne działanie nie było konieczne, zaraz po pojawieniu się na miejscu przywitaliśmy się z Tomkiem i rozpoczęło się załatwianie plakietki. Organizator trochę nieufnie podszedł do mojej osoby, no cóż nie znał mnie i rzucił "nie chcemy zdjęć na backstage", odpowiedziałem krótko, "chcę robić koncerty, nie backstage". Wiem, że backstage to nie miejsce na dokumentowanie zdarzeń ale Panie organizatorze nie powstrzymałem się jak Gandrzej pojawił się z plakatem z V bodaj edycji imprezy, przepraszam :) Na szczęście ekipa Shashamane wstawiła się za mną, powiedzieli że swój chłop i po chwili cieszyłem się z plakietki z napisem "Gość", w końcu jestem gość :) 
Na scenie swój występ kończył zespół John Mineton, a wcześniej grał zespół Siaki. Nie podejmuję się oceny, nie widziałem wystarczająco dużo aby się wypowiedzieć. Po nich pojawiła się pierwsza z gwiazd, nie bójmy się tego określenia, Ziggie Piggie. Reaktywowana niedawno, legendarna sosnowiecka ekipa dała fantastyczny koncert skłądający się z przekroju własnych utworów oraz największych klasyków muzyki ska i skinhead reggae.

Po Ziggie Piggie pojawili się Ci którzy obiecali dać niezapomniany koncert i obietnicy dotrzymali!!! Shashamane rozbujało publiką, pod sceną tańczyła masa ludzi. Wspominałem już, że tego dnia pogoda była deszczowa? Podczas koncertu Shashamane padać przestało, tak po prostu. Muzyka tej prawdziwej orkiestry to roots ale grany z taką energią, że zamiast się delikatnie bujać człowiek chce skakać z nogi na nogę co pokazuje też wokalista I&Igor.
Wisienką na torcie był koncert słoweńskiej ekipy Raggalution, którzy nota bene byli pod takim wrażeniem swoich poprzedników, że po koncercie pytali gdzie można kupić ich płyty, niestety póki co nigdzie... Ale wracając do gości ze Słowenii świetnie wpisali się w ten wieczór grając momentami bujające, a momentami skoczne reggae, fantastyczne zakończenie dnia i tylko szkoda jkoniec musiał nadejść.


Fest Mocny Szlag #4 @ Skatepark PTG 13.05.2017r



Większość z was zna mnie jako fana reggae i dancehall'u i prawidłowo bo muzyka rodem z jamajki zawładnęła moją duszą ładnych kilka lat temu i to zawładnęła nieodwołalnie. Jednak nie zawsze tak było, w młodszych latach królowało u mnie granie gitarowe ze szczególnym naciskiem na pun i hardcore. Zastanawiacie się jak można połączyć reggae z hardcore? Zapytajcie Bad Brains :) Odkąd zająłem się fotografią jakoś mniej w moich rozpiskach koncertowych zrobiło się miejsca na koncerty hcpunk, a może między tymi dwoma sprawami nie ma żadnego związku, fakt jest jednak taki, że rzadko trafiam na koncerty hardcore i punk, zdecydowanie za rzadko!!! Na szczęście od czasu do czasu trafiają na moją rozpiskę się takie imprezy jak Fest Mocny Szlag organizowany przez załogę Silesia Riot Crew. Szlag organizowany na terenie skateparku pod Pomnikiem Trudu Górniczego przypomina też, że skateboarding nie zawsze był domeną kultury hip-hop, a wręcz że kojarzenie tych dwóch kultur jest błędne. Wystarczy posłuchać jak idealnie z deską komponuje się muzyka punk i hardcore, chwila i człowiek rozumie, że to połączenie naturalne.
Deska, dobra muzyka, dobre jedzenie, świeże powietrze i masa pozytywnych ludzi, brzmi jak recepta na idealne sobotnie popołudnie, gdyby tylko cholewka było trochę cieplej ale podobno nie można mieć wszystkiego, a szkoda ;)
Żeby nie było jednak zbyt różowo i na tym evencie znalazłem dwa minusy, pierwszy to zimny burger (wiem, powtarzam się ale to zbrodnia podawać ciepłe jedzenie na zimno ;)) Skutecznie zniechęcił mnie on do kosztowania pozostałych kulinarnych specjałów. Szkoda bo bardzo lubię vegańskie jadło, a plan był spróbować wszystkiego, skończyło się na burgerze, zimnym...
Drugi minus niedopilnowanie i niezdyscyplinowanie kapel grających na początku. Ja rozumiem, że to impreza bez spinki ale efekt był taki, że ostatnie kapele grały w pośpiechu, zimnie i dla garstki ludzi bo wiele osób nie wytrzymało i udało się do domu.
Dobrze, że jest co poprawiać bo po osiągnięciu ideału nie ma sensu dalej do niego dążyć, a tak czekamy na kolejne Szlagi i kolejne imprezy spod znaku SRC.
Na koniec napiszę, że każdorazowo koncerty takie przypominają mi dlaczego lubię hardcore na żywo, w domu mało go słucham ale energia płynąca ze "sceny" każdorazowo sprawia, że moja mordka się cieszy i obiecuję sobie więcej takich koncertów, może tym razem się uda...

Splendid Sound's 13th Anniversary @ UFF Wrocław 25.03.2017


Splendid Sound w zasadzie wycofało się z organizowania imprez, jakoś ostatnio we Wrocławiu nie ma tłumów na bibach więc nie ma się co dziwić. Jedno pozostaje jednak niezmienne, urodziny Splendid odbyć się muszą!!! W tym roku brodacze świętowali szczęśliwe, 13-naste urodziny i jednocześnie była to pierwsze, na które zawitałem, wreszcie! W urodziny swoje, jak na prawdziwych solenizantów, Splendid świętowało. Matys zagrał seta beforowego do... pustej sali, a potem jeszcze zagrali ze Szczepanem skróconego seta, a zadanie zapewnienia odpowiedniego poziomu imprezy przekazali swoim gościom. Ale co to byli za goście, lokalny champion Tun Up Sound oraz Irie Sound z Austrii. Było wybornie, zarówno skład, formuła jak i klub okazały się strzałem w 10! Jeżeli do czegoś miałbym się przyczepić to do tego, że były to chyba pierwsze urodziny na których Splendid nie pojawili się w pełnym składzie ale niestety takie mamy czasy, rachunki same się nie płacą a dubplate'y same się nie nagrywają. 

Winter Reggae 2017 - Koncert Finałowy 11.03.2017r


Tegoroczny koncert finałowy Winterreggae był prawdziwą ucztą dla uszu i nawet nie drażniło to, że Tabu zagrało drugi rok z rzędu a trzeci w przeciągu 4 lat :) Oprócz wspomnianego już Tabu, które nie schodzi poniżej swojego poziomu i zagrało jak zwykle świetny koncert, na scenie pojawili się tacy artyści jak The Bartenders, Jacek Stęszewski ze Społem - Reggaesówka, Immanuel i Vavamuffin. Każdy z tych zespołów jest osobną historią. The Bartenders jest świetnym składem, prawdziwe rootsowe Ska, powrót do czasów The Skatalites, kto nie widział niech nadrobi. Jacek Stęszewski to powrót do tradycji, żeby podczas reggaeowego Winterreggae pojawiło się trochę punkowego czadu. Vavamuffin to niestety historia bardziej negatywna z uwagi na bardzo długie nagłaśnianie i to, że koncert zaczął się baaardzo późno. Zespół co prawda był bez próby ale mam wrażenie, że mimo to kazali czekać na siebie zbyt długo. Na szczęście koncert wynagrodził długi okres oczekiwania, który dodatkowo można było spożytkować na rozmowy. Ostatnim zespołem, choć chronologicznie występującym dokładnie w środku, był Immanuel. Oj to był piękny koncert, poczułem klimat koncertów z lat 80-tych, tego się nie da opisać, to trzeba poczuć i mam nadzieję, że uda mi się poczuć to raz jeszcze.


Jamajskie Przywitanie Wiosny W Zalevaj.C 24.03.2017


W przedostatni piątek marca w Zalevaj.K w Sosnowcu miało miejsce wyjątkowe wydarzenie, impreza w jamajskim stylu czyli muzyka na otwartym powietrzu oraz pyszne jedzenie. Nie było to zwykłe granie muzyki na otwartym powietrzu, a premiera nowej potrawy w menu Zalevaj.K, Dża Pito czyli Jamaican Jerk Chicken w placku pita. Potrawa ta przypadła mi do gustu bardzo i będę musiał się jeszcze tam kiedyś wybrać żeby popróbować innych potraw, a w menu znajduje się kilka bardzo intrygujących i interesujących pozycji. Oprócz pysznego jedzenia, wybornej muzyki, za którą odpowiadał Dr Love oraz piwka spotkać można było też sporo fantastycznych ludzi, wyśmienita sposobność to odbycia ciekawych dyskusji i interesującymi ludźmi, a niektórych z nich nie widziałem oj bardzo długo ;) Reasumując potrawy z Zalevaj.K dostają znak jakości kulafoto i mam nadzieję, że odbędzie się w tym miejscu jeszcze niejedna jamajska impreza. Jeżeli do czegoś miałbym się przyczepić to była t temperatura, niezbyt jamajska. Czekam więc na kolejne imprezy w cieplejszej porze, byle nie w lipcu ;)