Dżentelmenels @ MSiW, Gliwice 14.01.2017r


Stało się, Dżentelmenels wydali swoją debiutancką płytę "Pierwszy Promil"!!! W karierze każdego zespołu to wielki dzień ale dla Dżentelmenels była to okazja jeszcze bardziej wyjątkowo ponieważ to nie pierwsze podejście do własnego wydawnictwa. Wcześniej nagrany materiał zaginął w niejasnych okolicznościach, może kiedyś wypłynie jako bootleg jak chłopaki będą już sławni i bogaci;) A całkiem poważnie może to dobrze, ekipa trafiła do nie byle jakiego studia i słychać to w nagraniach, oj jak słychać, brzmienie jest cudowne, zresztą sami sprawdźcie:



Skład, jeszcze jako Slahbrat & Dżentelmenels, powstał gdzieś pod koniec roku 2010. Moja pierwsza z nimi styczność miała miejsce mniej więcej rok później, w październiku podczas "Spotkań Alternatywnych" w Gliwickiej Starej Fabryce Drutu. Nie było to spotkanie, które jakoś szczególnie mnie zachwyciło, pamiętam ten koncert jako ścianę dźwięku z której niewiele udało się wyłowić. Skład był wtedy wyjątkowo "napuchnięty", chyba przekombinowany, zwyczajnie za dużo tego wszystkiego, tak to widzę z perspektywy czasu. Teraz Dżentelmenels to 6 osób, dwie gitary, bas, perkusja i dwa wokale ale dochodzili do 12 osób, a w tym nawet 5 wokali, skrzypce, sekcja dęta, no dużo i trudne do ogarnięcia.
To pierwsze wrażenie było raczej negatywne i straciłem zainteresowanie na jakiś czas ale potem poznałem Kosę i Mola od strony ich innego projektu, Pozyton i RehabiliDancehall. Niedługo później grali koncert z zespołem w ramach WOŚP w Chorzowie. Stwierdziłem, dam im jeszcze jedną szansę, w końcu minęło ponad 3 lata, warto sprawdzić czy zrobili progres. To była dobra decyzja, odchudzony skład, zdecydowanie lepiej ze sobą zgrany, no bardzo dobrze. Zaraz zacząłem wyglądać za kolejnymi okazjami na obejrzenie chłopaków na żywo i przez kolejne 2 lata miałem taką okazję kilkukrotnie... Dość już tej historii, czas na zdjęcia :)


Totenton & Typytypy @ MSiW, Gliwice 14.01.2017r


Każdy porządny koncert musi mieć solidny support. Nie inaczej było podczas koncertu z okazji premiery debiutanckiego albumu zespołu Dżentelmenels pt. "Pierwszy Promil". Co do samych supportów różne są podejścia, jedni uważają że to świetna okazja żeby wypromować młode zespoły, inni lubią zapraszać lokalne zespoły w celu przyciągnięcia ich znajomych i przyjaciół żeby w razie wtopy frekwencyjnej nie było całkiem pusto na sali. Jaki był klucz podczas zapraszania Totentona i Typytypy? Zarówno żaden z powyższych, a jednocześnie oba po trochu. Wszak Totenton nie jest młodym wilczkiem, a już postacią znaną na lokalnej scenie która z niejednego pieca chleb jadła. Z drugiej strony, z tego co się dowiedziałem, był to trzeci koncert w formule z żywym zespołem TypyTypy. Celem nie było też na pewno ściągnięcie lokalnych fanów bo przecież o tych Dżentelmenels mogą być spokojni, ich koncerty w Gliwicach zawsze ściągają sporą publikę. Decydującym aspektem była zapewne bliskość stylistyczna oraz zwyczajne kumpelstwo, a nawet spowinowacenie poprzez wspólnego perkusistę. I to był strzał w dziesiątkę bo tak dobrany support świetnie rozgrzał publikę, oderwał ją od baru i główna "gwiazda" wchodziła na gotowe. Co do samego występu Totenton & TypyTypy po raz kolejny potwierdziło się to co od dawna powtarzam, raperzy powinni zdecydowanie występować z żywym zespołem, a nie tylko z DJ'em. Taka formuła otwiera całkiem inną przestrzeń, pozwala na inne aranże koncertowe oraz na więcej eksperymentów i improwizacji. Przecież rap wyrasta z kultury i muzyki, które oparte są na improwizacji i jammowaniu więc czemu pozbawiać się takiej możliwości zamykając się w ramach dźwięków już nagranych? Ja zawsze popieram inicjatywy rapu z żywym bandem, szczególnie jak są to twory na takim poziomie jak Totenton & Typytypy!


Lost in Dust @ Pub Korba 06.01.2017


Po krótkiej przerwie na scenę wyszli Lost in Dust, Bytomski wciąż młody zespół grający hard rock. Młody zarówno wiekiem członków jak i stażem bo na swój początek datują na sierpień 2014. Moja pierwsza styczność z zespołem miała miejsce niecały rok po powstaniu w ramach półfinału katowickiego Emergenza Festival. O ile o samej Emergenzie mam niezbyt dobre zdanie to dzięki tym koncertom poznałem kilka fajnych kapel i nawiązałem kilka bardzo owocnych znajomości. Jedną z tych fajnych kapel byli właśnie zagubieni w kurzu, zespół wtedy dość surowy i grający w określonym stylu i niezbyt wychylający się poza ramy tego stylu. To oczywiście nie jest zarzut bo koncert mi się podobał i zauważyłem potencjał, podczas głosowania podniosłem swoją rękę. Po niecałych dwóch latach od poznania i ok roku od ostatniego mojego koncertu Lost in Dust muszę z radością przyznać, że widać progres. Progres zarówno jeśli chodzi o stronę techniczną, mniej jest tej surowości, jak i od strony repertuarowej. To drugie cieszy mnie jeszcze bardziej, widzę że chłopaki nie chcą zamknąć się w swojej szufladce i poszukują brzmień, które urozmaicą ich muzykę. Poszukiwania te może nie zataczają szerokich kręgów, nie są to wycieczki w dalekie rejony ale za to bardzo trafione jak choćby cover Niadary ;)
Na koniec muszę dodać, że zespół zgromadził już całkiem pokaźną rzeszę wiernych fanów, jest to kolejny koncert na, którym jestem i widzę te same twarze. Z rozmów z muzykami różnych zespołów wiem jak tacy fani są ważni, jak dają kopa do działania ale też wiem że nie pojawiają się oni bez powodów :)


Niadara @ Pub Korba 06.01.2017


Pierwszy koncert roku i znowu na rockowo, na zaproszenie Lost in Dust zawitałem do popularnego Pubu Korba. Już za samo to powinienem chłopakom podziękować bo nie wiedzieć czemu nigdy nie zawitałem do Korby, a już kilka razy miałem zamiar się tam pojawić, w końcu się udało. Ale nie jest to jedyne wydarzenie tamtego wieczoru za, które chłopakom muszę podziękować. Jak idę na jakiś koncert, na którym występuje więcej wykonawców niż tylko ten który mnie wyciągnął z domu, staram się być od początku. Wiele razy "zaowocowało" to wysłuchaniem zwyczajnie słabego zespołu ale też nie raz pozwoliło mi poznać zespół, który pozostał na mojej liście obserwowanych na długo, m.in. Lost in Dust właśnie. Tak też stanie się z zespołem Niadara, który otwierał hałasowanie w ten piątkowy, świąteczny wieczór. Dzień to był tak mroźny, że szyby w samochodzie zamarzały od środka a już po kilku minutach na dworze człowiek tracił czucie w palcach i to pomimo grubych rękawiczek. W klubie też nie było dużo cieplej i wiele osób pozostawiło kurtki na grzbietach, ja swoją zrzuciłem już po chwili. To trio rodem z Dąbrowy Górniczej, a w zasadzie duet bo perkusista mieszka w Strzemieszycach i występuje z zespołem "gościnnie", zaserwowało mi sentymentalną podróż do początków świadomego słuchania muzyki. Stało się za sprawą takich utworów jak "Song 2" czy "Smells like teen spirit", który jest jednym z tych utworów dzięki którym odkryłem i pokochałem muzykę rockową. Ale nie tylko te covery sprawiły, że koncert bardzo mi się podobał. Niadara trafia repertuarowo bardzo dobrze w to co najbardziej podoba mi się w muzyce rockowej, a przy okazji robią to na prawdę całkiem sprawnie. Mam ogromną nadzieję, że jeszcze będzie mi dane zobaczyć ich na scenie, czekam na to.