samoVolka 2017 - Eastwest Rockers & Reggaeside (Chorzów 23.06.2017)


Długo czekałem na koncert reggae w moim mieście, odkąd fotografuje imprezy tylko raz miałem okazję robić zdjęcia w Chorzowie i była to impreza klubowa. Bardzo mnie ucieszyło jak okazało się, że koło poczty, na szczycie ulicy Wolności wystąpi Eastwest Rockers, tym bardziej że właśnie na EWR lat temu 8 pierwszy raz robiłem zdjęcia koncertowe. Było to dawno temu i zdjęcia tamte nie nadają się na nic, po tamtym koncercie zarówno EWR jak i moja skromna osoba zaliczyliśmy przerwę działalności. No dobra ja to zanim zacząłem to już skończył, a potem dopiero zacząłem na nowo, Eastwest Rockers mieli prawdziwą przerwę ale w minione lato wrócili, a teraz zapowiadają nową płytę. Fajnie, że ta ekipa wróciła bo swego czasu narobili sporo zamieszania, a widać publika na nich mocno czekała. Bardzo mi się podoba też, że swoje show wzbogacili o pojawiające się tancerki, Agę i Olę, które zmysłowym tańcem dancehall zdecydowanie wzbogacają wizualną stronę widowiska. Przed EWR na scenie w Chorzowie występował pochodzący z okolic Ostródy zespół Reggaeside. O ich występie mogę powiedzieć, że był niezły, może nie jakiś wybitny ale przyjemnie się tego słuchało. Jednak irytował mnie niesamowicie konferansjer czy jak nazwać tego jegomościa, który co chwilę pojawiał się na scenie tylko przeszkadzając, na szczęście na EWR już się nie pojawiał. Na koniec natomiast wystąpił projekt Koncert na ścianie, który oczywiście przez naszego "uroczego" konferansjera został przedstawiony jako koncert na scenie. No cóż nie był on na scenie bo był właśnie na ścianie, muzycy wisieli na ścianie grając. Projekt ciekawy wizualnie, czy muzycznie? Może niekoniecznie...


XV Reggae w Stodole @ Kobiór 17.06.2017r



W minioną sobotę wybór imprezy, którą odwiedzić był niezwykle trudny wszakże odbywały się aż trzy zacne wydarzenia w okolicy: Slow Festiwal, Muszlownik Murcki Festiwal oraz Reggae w Stodole. Na moje wątpliwości odpowiedzieli członkowie Shashamane, którzy zapowiedzieli, że postarają się abym więcej nie miał wątpliwości co wybrać, czy im się udało? Nie uprzedzajmy wydarzeń... Jeszcze na godzinę przed wyjściem z domu nie wiedziałem czy w ogólę wyjdę bo pogoda nie zachęcała ale wyszedłem, decyzją jadę do Kobióru! Z uwagi na decyzję "last minute" nie byłem w stanie załatwić sobie wcześniej akredytacji ale Dr Young z Shashamane zapowiedział, że jak nie zostanę wpuszczony pod scenę oni przestają grać. Tak radykalne działanie nie było konieczne, zaraz po pojawieniu się na miejscu przywitaliśmy się z Tomkiem i rozpoczęło się załatwianie plakietki. Organizator trochę nieufnie podszedł do mojej osoby, no cóż nie znał mnie i rzucił "nie chcemy zdjęć na backstage", odpowiedziałem krótko, "chcę robić koncerty, nie backstage". Wiem, że backstage to nie miejsce na dokumentowanie zdarzeń ale Panie organizatorze nie powstrzymałem się jak Gandrzej pojawił się z plakatem z V bodaj edycji imprezy, przepraszam :) Na szczęście ekipa Shashamane wstawiła się za mną, powiedzieli że swój chłop i po chwili cieszyłem się z plakietki z napisem "Gość", w końcu jestem gość :) 
Na scenie swój występ kończył zespół John Mineton, a wcześniej grał zespół Siaki. Nie podejmuję się oceny, nie widziałem wystarczająco dużo aby się wypowiedzieć. Po nich pojawiła się pierwsza z gwiazd, nie bójmy się tego określenia, Ziggie Piggie. Reaktywowana niedawno, legendarna sosnowiecka ekipa dała fantastyczny koncert skłądający się z przekroju własnych utworów oraz największych klasyków muzyki ska i skinhead reggae.

Po Ziggie Piggie pojawili się Ci którzy obiecali dać niezapomniany koncert i obietnicy dotrzymali!!! Shashamane rozbujało publiką, pod sceną tańczyła masa ludzi. Wspominałem już, że tego dnia pogoda była deszczowa? Podczas koncertu Shashamane padać przestało, tak po prostu. Muzyka tej prawdziwej orkiestry to roots ale grany z taką energią, że zamiast się delikatnie bujać człowiek chce skakać z nogi na nogę co pokazuje też wokalista I&Igor.
Wisienką na torcie był koncert słoweńskiej ekipy Raggalution, którzy nota bene byli pod takim wrażeniem swoich poprzedników, że po koncercie pytali gdzie można kupić ich płyty, niestety póki co nigdzie... Ale wracając do gości ze Słowenii świetnie wpisali się w ten wieczór grając momentami bujające, a momentami skoczne reggae, fantastyczne zakończenie dnia i tylko szkoda jkoniec musiał nadejść.