XV Reggae w Stodole @ Kobiór 17.06.2017r



W minioną sobotę wybór imprezy, którą odwiedzić był niezwykle trudny wszakże odbywały się aż trzy zacne wydarzenia w okolicy: Slow Festiwal, Muszlownik Murcki Festiwal oraz Reggae w Stodole. Na moje wątpliwości odpowiedzieli członkowie Shashamane, którzy zapowiedzieli, że postarają się abym więcej nie miał wątpliwości co wybrać, czy im się udało? Nie uprzedzajmy wydarzeń... Jeszcze na godzinę przed wyjściem z domu nie wiedziałem czy w ogólę wyjdę bo pogoda nie zachęcała ale wyszedłem, decyzją jadę do Kobióru! Z uwagi na decyzję "last minute" nie byłem w stanie załatwić sobie wcześniej akredytacji ale Dr Young z Shashamane zapowiedział, że jak nie zostanę wpuszczony pod scenę oni przestają grać. Tak radykalne działanie nie było konieczne, zaraz po pojawieniu się na miejscu przywitaliśmy się z Tomkiem i rozpoczęło się załatwianie plakietki. Organizator trochę nieufnie podszedł do mojej osoby, no cóż nie znał mnie i rzucił "nie chcemy zdjęć na backstage", odpowiedziałem krótko, "chcę robić koncerty, nie backstage". Wiem, że backstage to nie miejsce na dokumentowanie zdarzeń ale Panie organizatorze nie powstrzymałem się jak Gandrzej pojawił się z plakatem z V bodaj edycji imprezy, przepraszam :) Na szczęście ekipa Shashamane wstawiła się za mną, powiedzieli że swój chłop i po chwili cieszyłem się z plakietki z napisem "Gość", w końcu jestem gość :) 
Na scenie swój występ kończył zespół John Mineton, a wcześniej grał zespół Siaki. Nie podejmuję się oceny, nie widziałem wystarczająco dużo aby się wypowiedzieć. Po nich pojawiła się pierwsza z gwiazd, nie bójmy się tego określenia, Ziggie Piggie. Reaktywowana niedawno, legendarna sosnowiecka ekipa dała fantastyczny koncert skłądający się z przekroju własnych utworów oraz największych klasyków muzyki ska i skinhead reggae.

Po Ziggie Piggie pojawili się Ci którzy obiecali dać niezapomniany koncert i obietnicy dotrzymali!!! Shashamane rozbujało publiką, pod sceną tańczyła masa ludzi. Wspominałem już, że tego dnia pogoda była deszczowa? Podczas koncertu Shashamane padać przestało, tak po prostu. Muzyka tej prawdziwej orkiestry to roots ale grany z taką energią, że zamiast się delikatnie bujać człowiek chce skakać z nogi na nogę co pokazuje też wokalista I&Igor.
Wisienką na torcie był koncert słoweńskiej ekipy Raggalution, którzy nota bene byli pod takim wrażeniem swoich poprzedników, że po koncercie pytali gdzie można kupić ich płyty, niestety póki co nigdzie... Ale wracając do gości ze Słowenii świetnie wpisali się w ten wieczór grając momentami bujające, a momentami skoczne reggae, fantastyczne zakończenie dnia i tylko szkoda jkoniec musiał nadejść.































































































0 komentarze:

Publikowanie komentarza